poniedziałek, 5 marca 2012

Poniedziałek

Coś bym napisała.
Ale nie bardzo mam koncepcję co.
Więc może niech trwa poniedziałkowy poranek.
A potem się zobaczy.

niedziela, 19 lutego 2012

Niedziela

Tydzień minął nie wiem kiedy!
Zleciał.
Uciekł.
Przemknął.
Miał  naprawdę niezłe tempo.
Dopiero co był poniedziałek.
A tu, tuż tuż za rogiem, czai się już jego następca.
*          *          *
Odgraciłam dzisiaj mieszkaniową przestrzeń.
Worki ze śmieciami piętrzyły się na pół korytarza.
Wypucowałam meble.
Wymyłam blaty.
Przemeblowałam przestrzeń w szafach.
Wyrzuciłam wszystko to, co miało się niby do czegoś przydać a nigdy nie było używane.
Zatargałam wszystko do śmietnika.
I odetchnęłam.
Zrobiło się lżej.
Czyściej.
Luźniej.
*          *          *
Zaczytuję się w "Projekcie Szczęście" Gretchen Rubin.
Po prawie stronie zamieszczam odnośnik do strony www.
A tam między innymi propozycja prowadzenia własnego, internetowego Projektu.
Może się skuszę.
Może to jest właśnie pomysł na ogarnięcie samej siebie w tym roku.
Na razie stawiam małe, ale ambitne kroczki w tej kwestii.
A może jak to wszystko zostanie napisane, to poczuję się bardziej zobowiązana...
Może mogłoby się to nazywać: Projekt Ja Sama?
*          *          *
Dokonałam wczoraj arcysportowego wyczynu w supermarkecie.
Chciałam trafić mrożonką do koszyka popychanego przez Misiołaka.
Rzuciałam.
I trafiłam rzeczoną mrożonką w belkę trzymającą lampę, która znajdowała się nad lodówkami.
Misiołak orzekł, że brak mu słów.
Wzięliśmy inną mrożonkę.
Tamtą zostawiliśmy jako trofeum moich sportowych umiejętności ;)



czwartek, 9 lutego 2012

Czwartek

Dopieszczania siebie ciąg dalszy.
Mam takie wrażenie jakby każda część mojego ciała wołała.
Krzyczała.
Pragnęła zainteresowania.
A zatem się interesuję.
Dbam.
Dopieszczam.
Słucham.
*          *          *
Staram się za wszelką cenę zwolnić.
Przestać biec.
Nie uczestniczyć w gonitwie, która trwa tuż obok mnie.
Staram się skupić na sobie i na swoich potrzebach.
Włączam egoizm.
To trudne.
Bo od zawsze uczono mnie, że to inni są najważniejsi.
Że siebie trzeba stawiać na samym końcu.
Że trzeba dogadzać innym i się nimi zajmować.
A gdzie w tym wszystkim ja?
Zanurzam się we własnych myślach i staram się mocno wsłuchać w to, co tam głęboko siedzi.
*          *          *
Jutro czeka mnie spotkanie z Rodzicielem.
I pewnie znowu to wszystko zostanie bezczelnie zbutowane.
Skopane.
Zmiażdżone.
Stłamszone.
Wyśmiane.
*          *          *
Na kilka chwil przyszła wiosna.
Znalazłam w swoich zasobach płytę z dźwiękami lasu.
Śpiewają ptaki.
Grają świerszcze.
Kiedyś płyta została zakupiona i trochę przeze mnie wyśmiana.
Teraz ją doceniam.
Przez chwilę przestało mieć znaczenie ile kresek na minusie pokazuje termometr.
Cudnie...

wtorek, 7 lutego 2012

Wtorek

Mleko z bananem to ostatnio moje ulubione danie.
Kolejny wieczór, kolejny kubeczek.
Tym razem zagryzany czekoladą.
*         *         *
Dzisiaj jest taki wieczór kiedy dopada mnie błogostan szeroko pojęty.
Grzejniki ustawione na pełną parę.
Czekolada rozpływa się w ustach.
Za chwil parę zaatakuję gorący prysznic z pachnącym mydełkiem.
Może jakaś maseczka się napatoczy.
Albo aromatyczne masło do ciała.
Mam potrzebę dopieszczenia samej siebie.
Nic nie muszę.
Nigdzie się nie spieszę.
*          *          *
Woda w rodzimej Zatoce zamarzła.
Późnym wieczorem unosi się nad nią mgła.
Zupełnie jak na melancholijnym, starym francuskim filmie.

sobota, 4 lutego 2012

Sobota

Pobiłam własny rekord w porannym wstawaniu do pracowniczego zakładu.
Zmiana była na 03:00 rano.
Wstałam o 01:30 w nocy.
W drodze do pracy minęliśmy z Misiołakiem dwa samochody.
*          *          *
Umiliłam sobie poranne wstawanie w sposób następujący:
na obiad ugotowałam zupę kokosową.
Na kolację piję mleko zmiksowane z bananem.
Pychota!
*          *          *
Wczoraj popołudniu wywaliła rura ciepłownicza.
W naszym mieszkanku zapanował chłód.
Zniknęła ciepła woda.
Ubraliśmy ciepłe dresiki, grube skarpety i zawinęliśmy się w kołderki i kocyki.
Spaliśmy trzymając się za łapki - bo tak cieplej ;)


piątek, 3 lutego 2012

Piątek

Dzisiaj Światowy Dzień Walki z Rakiem.
I to właśnie dzisiaj zmiany na blogasku.
Z tytułu znikają nowotworowe i tarczycowe potwory.
Nie chcę być szufladkowana jako osoba chora. 
Omijam wielkim łukiem wszelkie CO.
Porzuciłam swoich lekarzy, którzy ewidentnie kręcili się w kołko.
To, co miałam napisać o wyżej wymienionych potworach, już napisałam.
Z głowy wyrzucam wszelkie myśli związane z moim przeszło dwuletnim borykaniem się z tymi paskudami.
*          *          *
Będzie po nowemu.

środa, 1 lutego 2012

Nick Vujicic...


... nie mam nic więcej do dodania.
Buziaki dla Was wszystkich!
I od jutra - wszyscy się uśmiechamy! Bez względu na okoliczności!

piątek, 13 stycznia 2012

Kupiłam...

... basenowe gacie!!!
Wyjazd do SPA uratowany!!!
Misołak odetchnął.
Na mojej twarzy pojawiła się ulga.
Teraz mogę pakować plecak.
*          *          *
Czy pisanie o kupowaniu/ poszukiwaniu gaci, z pełną świadomością, że czyta mnie kilka osób w kraju, jest jakąś formą ekshibicjonizmu?
A może to jakieś inne zboczenie?

czwartek, 12 stycznia 2012

Odliczamy...

... z Misiołakiem dni do wyjazdu.
Wyruszamy o świcie w niedzielę.
Uwielbiam ten czas "przed".
W głowie krążą myśli co jeszcze jest do załatwienia, co spakować, w co się jeszcze zaopatrzyć.
Wieczorami oglądam zdjęcia z zaśnieżonego Karpacza.
Snujemy z Misiołakiem wizje spacerów, wyjazdu do Pragi.
Dzisiaj wymyśliliśmy całodniową wycieczkę na nartach biegówkach.
Ja rozmarzam się na myśl o zabiegach w SPA, masażach.
Za moim oknem wichura i deszcz.
Ale już niedługo.
*          *         *
Jutro mknę się robić na bóstwo przedurlopowe.
Misiołak nie pojmuje po co kłaść czarną hennę na swoje czarne z natury rzęsy.
Przyjaciółka Struś rozumie doskonale.
Misiołak nie rozumie potrzeby pójścia na solarium przed wyjazdem w góry.
Powyższa Przyjaciółka uważa to za konieczność.
A ja za konieczną konieczność uważam nałożenie farby na włosy.
I pozbycie się zbędnego owłosienia.
I kupienie basenowych gaci.
Ostatni punkt zaczyna graniczyć z cudem!
Gdzie kupują bikini i kąpielówki ci, którzy zimą wyjeżdżają do ciepłych krajów?
A może ktoś słyszał o naturystach w Karpaczu? ;)
*          *          *
Napisałam ostatnio, że nie będę robić postanowień.
Otóż mam jedno! I zrobię wszystko, żeby nie pozostało tylko durnym noworocznym postanowieniem.
Najbliższe miesiące postanawiam spędzić egoistycznie.
Wyjazd do SPA.
Potem karnet na siłownię, jogę, pilates i inne wygibasy.
Postaram się znaleźć jakiegoś sensownego psychologa i może uda mi się zreperować duszę.
Ja! - nie Mama, nie Ojciec, nie inni ludzie.
Nie pomoc dla wszystkich wokół mnie.
Nie pomoc za wszelką cenę z kompletnym pomijaniem samej siebie.
NIE!
I dawajcie mi po łapach jak będzie inaczej!


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Chyba...

... jednak obejdzie się bez noworocznych postanowień.
Niech będzie co ma być.
Oby było w miarę dobrze.
W sumie nic więcej mi nie potrzeba.
Za każdym razem kiedy sobie coś postanawiam, to natychmiast dzieją się rzeczy, które uniemożliwiają mi dotrzymanie tych postanowień.
Albo sam fakt, że jest to postanowienie sprawia, że mi się odechciewa.
Już tak mam.
*          *          *
Mam coś jeszcze.
W psychologii nazywa się to Synodrom Dorosłych Dzieci Rozwiedzionych Rodziców (DDRR).
Zaczytałam się.
Wiele dowiedziałam.
W głowie otworzyły się nowe furtki.
Czytałam długie artykuły - jakbym czytała o sobie.
Autorzy twierdzą, że potrzebna jest terapia psychologiczna.
Ale czy ja na pewno chcę otwierać te drzwi, które, przynajmniej pozornie, pozamykałam?
Czy na pewno chcę wracać do tych momentów, o których chcę zapomnieć?
Czy chcę stawać twarzą w twarz z małą, zapłakaną dziewczynką, która siedzi gdzieś głęboko schowana?
Czy chcę się głośno przyznać do tego wszystkiego co czuję?
Czy chcę wykrzyczeć to wszystko czego nikt nigdy nie chciał słuchać?
*          *          *
W związku ze zbliżającym się wyjazdem weszłam kilka dni temu do sklepu sportowego.
Ot tak - przy okazji.
Przy półkach z butami trekkingowymi stała kobieta.
Włos przefarbowany na świński blond, makijaż na całego, markowe drogie ciuchy, szpilki.
Na oko - mocno po 50 - tce.
Zrobiona - na wczesną 20 - tkę.
Poinformowała sprzedawcę, że szuka takich "nie twarzowych" butów bo wyjeżdża się wspinać na Kilimandżaro.
I niech jedzie.
Tak się tylko zaczęłam zastanawiać - wszystko stało się takie dla wszystkich.
Kiedyś w wysokie góry, zdobywać szczyty jeździli tylko zawodowcy.
Lata praktyki, miesiące przygotowań, tygodnie przepełnione emocjami.
A tu dziunia wykupiła sobie za grubą kasę wycieczkę i też się będzie wspinać.
A co?!
Wszystko jest dla ludzi nie?...
*          *          *
Układam w głowie listę rzeczy, które mam zabrać na swoją wyprawę.
Buty, swetry, wygodne spodnie i dobry nastrój.
Misiołak pod pachę i w drogę!
Jeszcze pięć dni!
*          *          *
Ojciec stwierdził złośliwie, że chyba nieźle mi się powodzi skoro wyjeżdżam na 10 dni do SPA w Karpaczu.
A co? - ma mi się nie powodzić?!
Grożą za to jakieś kary?!
Powinnam mieć ciągle pod górę?!
Mam się dokładać do czynszu za mieszkanie w którym nie mieszkam?!
Czy łożyć na jakiś inny cel dla rodziny, która ma mnie głęboko w poważaniu?!